O mnie
Tlumaczenia
ABC
Podróżnika
Dookoła
świata
Mój
Hostel
Wolontariat
Relacje
z podróży
Ameryka Śr.
2009/2010
Polka
w Meksyku
Galeria
Kontakt

10/04: Dziewczyna do pomocy

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
Na szczęście w końcu znalazłam pomoc do domu i Emila. Aurora pracowała u nas kiedyś w hostelu sprzątając, jest uczciwa i dobra dusza, znamy sie i mamy do siebie zaufanie. Całe szczęście, że sie pojawiła, bo w rodzinie nikogo nam nie mogli polecić. Więc wywiesiłam ogłoszenie, że szukam dziewczyny do pracy w domu z referencjami.
Najpierw przyszła dziewczyna, która referencji żadnych dać nie może, adresów pracodawców nie zna, a w ogóle to ostatni pracodawca jej nie zapłacił, bo odeszła bez słowa i uprzedzenia. Druga była 14-letnia dziewczynka. Trzecia kobieta, która nie umiała pisać. Kolejna dziewczyna 19-letnia. Oczywiście też nie zna ani adresu ani niczego swego dawnego pracodawcy. Daję jej kartkę i długopis niech napisze swoje imię i telefon. Nie umie pisać. Ratunku!!! Analfabetyzm w meksyku w społecznościach indiańskich, a zwłaszcza w Chiapas jest większy niż to, co sobie wyobrażałam i co wy sobie wyobrażacie. Myślenie o przyszłości: jak znajdę pracę, jeśli nie poproszę o referencje i odejdę z dnia na dzień? Nie ma takiego konceptu. Smutno tu czasem...

10/04: Rozkręcanie Kaviarni

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
U was w Polsce zajączki, kurczaczki i jajka, a u nas pełno pracy i żadnego świątecznego nastroju. No i przede wszystkim, to tutaj Wielkanoc nie ma nic wspólnego ani z zajączkami ani z kurczaczkami.

Rozkręcenie kawiarni nie jest takie łatwe. Po pierwsze, to nie mogę znaleźć pracowników: pierwsza dziewczyna niestabilna jeden dzień przychodziła do pracy a drugiego nie, zależy jak wstała po nocnej balandze. Druga bez życia i inicjatywy. Trzecia wiedziałam, że szuka innej pracy, w swoim zawodzie, ale nie myślałam, że odejdzie z dnia na dzień po tygodniu. Obecna jest przemiłą osobą, ale jest roztargniona, bo szuka mieszkania i się martwi w dodatku podjęła się drugiej pracy, więc nie ma czasu i długo nie pociągnie w dwóch i z którejś odejdzie lada moment. W dodatku niania Emila na koniec marca odeszła, bo stwierdziła, że tęskni za domem i rodziną i chce wrócić do Tuxtla. Tak więc tak trochę to jestem z „ręką w nocniku” jak mawiał mój najlepszy szef w Wwie.

Miejsce rozkręca się powoli, niestety, choć ulica uczęszczana, to nie jest to andador-ulica spacerowa z restauracjami, a niektórzy turyści i miejscowi zresztą też, poza andador nie wychodzą. Wszyscy mi mówią: bardzo ładna ta twoja kawiarnia, zobaczysz, że się przyjmie, cierpliwości. Ale cierpliwości to ja akurat nie mam. Więc stresuję się. W tym tygodniu Emil jest u dziadków w Tuxtla, przez cały tydzień, a ja całe dnie spędzam w Kaviarni. Ale we wtorek go odbieramy. Jak nie znajdę drugiej dziewczyny, to chyba na razie zamknę.

Ogólnie to z każdym dniem jestem coraz bardziej rozczarowana Meksykanami. Przede wszystkim to dla mnie wszyscy oni są kłamcami. Oczywiście kłamią w dobrej wierze, żeby ci było miło, mówią to, co chcesz usłyszeć. Między nimi już wiedzą, że nikt nie mówi tego, co myśli i to co mówi nie jest prawdą. A ja z moja europejska solidnością i powagą biorę na serio to, co mówią. A później się rozczarowuję i złoszczę. Naiwna!

Meksykanie odwiedzający kawiarnię są zainteresowani Polską. Zadają mi mnóstwo pytań. Czasem jest to fajne i dodaliśmy polskie szczegóły, np. zdjęcia z polskich miast, biografie sławnych Polaków. W menu obok polskiej wódki codziennie mam polską zupę. Ale czasem opadają mi ręce na ignorancję i pytania, jakie mi zadają.
Ogólnie wydaje mi się, że za dużo sobie wzięłam na głowę. Najbardziej złoszczę się, kiedy zaniedbuję Emila. Rozważam poszukanie manadżera. Albo obrotnej lojalnej dziewczyny. Jakby ktoś był chętny, albo kogoś znał, to zapraszam do Meksyku!


13/03: Kaviarnia

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
Oto kolejne nowiny - powód dla którego znów zaniedbałam czytelników mojej strony. Od połowy stycznia bardzo byliśmy zaabsorbowani... otwieraniem kafejki!

Czy wspominałam, że na krakowskim Kazimierzy i warszawskiej Pradze natchnęło nas na stworzenie i otworzenie kawiarni w takim właśnie starym, stylu - jak u babci. W Europie i Polsce dość popularny styl i wystrój, w San Cristobal czegoś takiego jeszcze nie było. Dlatego pomysleliśmy, że jest to coś do zrobienia/zapoczątkowania zanimi ktoś nas wyprzedzi.
To była połowa stycznia. Szukając nowego domu dla nas albo na filię hostelu znaleźliśmy tę powierzchnię. Lokalizacja, układ i cena wynajmu wydały nam się dobre. Podpisaliśmy umowę wynajmu i zaczęliśmy: wybór stolarzy, porównywanie cen, malowanie, instalacje elektryczne, które były do poprawki, odwiedzanie bazarów i wyszukiwanie staroci, okazji, planowanie, projektowanie, marzenie, realizowanie. Dużo roboty, ale takiej fajnej, kreatywnej.

Efekt zobaczcie na facebooku lub w mojej galerii w sotatniej zakładce. Wszystkim się podoba. Jest tu inaczej. Rzeczywiście ta kawiarnia o nazwie Kaviarnia, która powstała jeszcze w Krakowie, jest inna od reszty lokali w San Cristobal. Część dekoracji dotarła do nas nawet z Polski: serwety mojej mamy, babci i cioci i stare zdjęcia rodziny, której nikt nie zna. Budzą zaintersowanie.
Było wielkie otwarcie lokalu wraz z inauguracją ekspozycji fotograficznej. Bo Kaviarnia w dopisku ma "coffee wine & art" czyli kawa wino i sztuka. Pomysł sztuki pojawił się już przy tworzeniu hostelu, niestety otwarte powierzchnie hostelowe i pory deszczowe nie pozwalają na ekspozycję. Za to Kaviarnia świetnie się do tego nadaje. Impreza otwarcia udała się. Gości witaliśmy flagowcami, które są punktem głównym menu: grenadina na dole i wódka na górze tworzą barwy polskiej flagi. Inną specjalnością lokalu jest szarlotka do picia czyli żubrówka z sokiem jabłkowym lodem i cytrynką. Poza tym są ciasta domowego wypieku, sałatki, kanapki, wino, piwko i oczywiście kawa. Choć z tą kawą to cała historia.

Udało nam się zawrzeć świetną umowę z muzeum kawy: na pół roku wypożyczają nam piękną włoską profesjonalną cafeterę do robienia wszelkiego rodzaju expresso, cappuccino etc. do tego zapewniają nam serwis i kurs nauki. W zamian my kupujemy kawę od kooperatywy z muzeum. Ale kawa jest organiczna, z Chiapas i dobra. Wszystko super! Potrzebne jest tylko 220V do tej maszyny. No i tu pojawił się problem. Elektryk myślał, że założył nam 220V, ale mu to nie wyszło... To główna komisja elektryczności musi pociągnąć specjalny kabel z ulicy. Przez tydzień czekaliśmy na ostateczne oględziny i decyzję, czy to się da zrobić. W piątek orzekli, że pociągną nam ten kabel najpóżniej do wtorku. Mieli przyjśc dziś i Rudy czekał na nich cały dzień. No i nie przyszli. Niby to mają przyjść jutro.

Teraz brakuje nam tylko promocji i reklamy, żeby ludzie dowiedzieli się, przyszli, polubili to miejsce i wrócili...

08/01: Uroczystości noworoczne z Don Lauro

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
W końcu mieliśmy okazję zobaczyć i poznać słynnego Don Lauro! Don Lauro to uzdrowiciel, który łączy praktyki tradcyjne szamana Majów ze szkołą u mnichów tybetańskich. Podróżuje po całym świecie, głównie chyba w Meksyku i USA, a jego imie wymawiane jest z czcią. Czy pisałam już o jego centrum z warsztatami energii, temascalem etc? No więc w jego centrum zorganizowano ceremonię powitania Nowego Roku z prośbą czy intencjami o zdrowie, miłość, dobrobyt i wszystko to, co ważne.
Ktoś zarzucił, że z uroczystościa Majów-bo tego się przecież oczekuje od meksykańskiego szamana, nie wiele to miało wspólnego. Ale to naprawdę nie miało znaczenia. Atmosfery i energii, jaką wytworzono nie da się opisać. Tylko parę słów, ale to nie to:
Mnóstwo ludzi w kręgu, bębny i inne instrumenty, dużo okrzyków, dużo klaskania, tupania, wszyscy kiwają się w rytm muzyki. Po środku wielki okrągły ołtarz z kwiatów, owoców i ziaren fasoli i kukurydzy. Don Lauro ze swą świtą biega dookoła, jak szalony, z uśmiechem dziecka na ustach. Niski, przysadzisty mężczyzna o śniadej cerze bawi się tym, co robi. Palą kadzidła. Teraz zaczynają "rozbierać" ołtarz. Obsypuje uczestników kwiatami, owocami i ziarnami. Żeby nigdy im niczego nie zabrakło.
Energia niesamowita. Wspaniałe doświadczenie, choć może się komuś wydać szaleńczą manipulacją, sektą, czym tam jeszcze. Ale tak jest tutaj w Chiapas. Ludzie wierzą w rytuały ceremonie i energię.

08/01: Witajcie w Nowym Roku

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
Witajcie w Nowym Roku! Dla nas zaczął się dobrze. Sylwester udał się wysmienicie. Akurat mieliśmy przesympatczną ekipę gości hostelowych i, za wyjątkiem 3 dziewczyn, wszyscy uczestniczyli w imprezie. Do tego parę przyjaciół, wszyscy się zintegrowali, polubili, znaleźli wspólny temat, a o północy dali sobie abrazo, czyli uścisk. To się trochę pościskaliśmy
A tutaj parę fotek

600 600 600

31/12: Koniec opowieści na 2011

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
Tak więc dotarłam do końca opowieści na rok 2011. U was w Polsce już za chwilę będzie północ, pewnie już świetnie się bawicie. U nas jest 14.30. Impreza będzie oczywiście w hostelu. Emil jest z nami, więc nie możemy ruszyć do żadnego lokalu, ale w hostelu mamy komplet gości, zaprosiliśmy znajomych, kumpli Rudiego. Będzie malowanie twarzy (by Ania), kolacja, być może lekcja salsy, żeby wprowadzić ludzi w taneczny nastrój, jeśli uda nam sie złapać Marco, nauczyciela salsy i przyjaciela Rudiego (od 2 dni ślad po nim zaginął), ognisko i pinata.


Życzę Wam wszystkim, moim wiernym czytelnikom i nowym, którzy tu zajrzą przypadkiem, oczywiście SPEŁNIENIA MARZEŃ W NOWYM ROKU 2012. Miłości, wiary, odwagi, pieniędzy, dobrych ludzi na drodze i uśmiechu na codzień.

31/12: Emiliano rośnie

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
Jak tak pomyślę, to aż trudno uwierzyć, jak przez ostateni pół roku Emil się zmienił. Już biega. Jeszcze się przewraca, ale biega i lubi to. Emil z dnia na dzień jest coraz zabawniejszy i jest coraz większym urwisem. Wszystko jest dla niego zabawą. I jest kreatywny. Roznosi przedmioty po całym mieszkaniu, wyjmuje, wkłada do wiader, albo swojego pudła z zabawkami. Bawi się w gotowanie i jedzenie i picie i kto wie w co jeszcze - taki skoncentrowany coś tam sobie układa i nosi. Teraz jak nie możemy czegos znaleźć, to na pewno jest w jego skrzyni z zabawkami albo w wiadrze. Jak na niego nakrzyczę to "odpyskowuje". Chce robić wszsytko, czego nie wolno: ciągać kable, bawić się pilotem do telewizora, bawić się wodą, wkładać ręce do wiadra z wodą i płynem, etc. Lubi swoją niezależność. Jest ciekawy świata. Chce odkrywać i eksplorować. Niezmiennie oczarowuje wszystkie kobiety.

600 600 600 600

31/12: Choinka

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
19 grudnia postanowiliśmy kupić żywą choinkę. Okazało się, że przeznaczone do sprzedaży na ten rok choinki już zostały wykupione! Objechaliśmy różne miejsca, ogrodników - viveros- i nic. A tak bardzo chciałam choinkę w tym roku i prawdziwą
- Kochanie obiecuję, że zdobędę dla ciebie choinkę" powiedział Rudy.
- Chyba z prosto z lasu jak sam pojedziesz"
- Wiesz, powiem: "Tom, jest robota do wykonania. Jedziemy do lasu po choinkę." Weźmiemy siekierkę i już - śmiał się Rudy żartem. Żartem, ale w Tuxtla też nie było choinek i nigdzie. Więc pojechał Rudy do lasu ze swoim kolegą i przywieźli dwie choinki. Mówi, że spotkali w lesie mężczyznę, powiedział, że to jego działka i że im choinki zetnie i sprzeda. Za grosze. Tym sposobem mielismy choinkę na święta.
A poza tym święta? Spędziliśmy je w tym roku w San Cristobal w domu. Przygotowałam kolację z polskimi potrawami. Nie dostałam nigdzie maku. Jest zabroniony w Meksyku. Jak pytałam to patrzyli na mnie podejrzliwie. Po co mi mak? Może na heroinę? Więc było bez maku. Karpia też tu w sprzedaży nie ma. Tylko teściowa się obraziła i zorbiła straszny dramat, że nie pojechaliśmy do nich. Nie może się pogodzić z faktem, że jej syn ma 36 lat, własne życie i własną rodzinę.

31/12: Wycofuję się z Iguany

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
Postanowiłam ostatecznie wycofać się z Iguany. Chcę na spokojnie poświęcić czas Emilowi i po Nowym Roku będziemy szukać lokalu, żeby otworzyć drugi biznes dla mnie. W ten sposób każde z nas będzie miało swój biznes pod opieką i rozdzielimy pracę od spraw osobistych, bo wspólna praca nie wychodzi na dobre naszemu związkowi.

31/12: Good Looking Tom

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
Tom jest z Australii. Wcześniej mieszkał przez chwilę w Iguanie i kiedy pytałam jaki jest, żeby mieć jakiś obraz, bo Tom chciał pracować u nas w hotelu, odpowiedź zawsze brzmiała „Jest szalony!”
Tom podoba się dziewczynom, a uśmiech nie schodzi z jego twarzy. Cokolwiek się dzieje, wszystko jest OK. i wciąż się uśmiecha i paraduje dumnie wypinając pierś. Dziewczyny mówią o nim good looking (przystojny). Rudy nazwał go Good Looking Tom. Za każdym razem tak go nazywa.
Gdy Tom gra na gitarze, co robi często, dookoła nagle tworzy się krąg słuchaczek.
„Ale ten Tom to ma szczęście, cały czas słychać w hotelu: Toooom chcesz trochę makaronu? Tooom, chcesz quesadille? Tooom, masz ochotę na to i na tamto?”, opowiada Rudy.
Trzeciego dnia swej pracy na recepcji Tom paradował po hotelu w leginsach-panterkach i opasce z rogami na głowie. Nie wierzyłam, dopóki nie zobaczyłam na własne oczy.
Czwartego dnia okazało się, że ma romans z drugą dziewczyną z recepcji. Dziewczyna zakochała się w nim, a Tom po ok. dwóch tygodniach się znudził. Dziewczyna nie mogła przeżyć, kiedy Tom przyprowadził swoją kolejną dziewczynę do hotelu. Na początku podrywała wszystkich gości hotelowych płci przeciwnej, żeby pokazać, jak świetnie się bawi, ale nie poradziła sobie z emocjami i postanowiła wyprowadzić się w momencie, kiedy rozpoczął się sezon.
Tom się tym nie przejął i zorganizował w hotelu bar i wciąż świetnie się bawi.

Sidebar

Nawigacja
Dziś
Archiwum
Kategorie
All
General
Galeria
Wyszukiwarka

Logowanie
:
:

Linki
Nucleus CMS Polska
Nucleus CMS
Powered by Nucleus CMS
 
Copyright | Nucleus CMS v3.24 | Nucleus CMS Polska | Valid XHTML | Valid CSS | Góra | Licznik odwiedzin: